O mnie

Moja droga

Dorastałam w domu, w którym było dużo przemocy, alkoholu, strachu i straty. Bardzo wcześnie nauczyłam się obserwować ludzi, przewidywać ich reakcje i wyczuwać najmniejszą zmianę atmosfery. Przez długi czas uważałam tę umiejętność za swoją supermoc. Dopiero później zrozumiałam, jak wysoką cenę za nią płaciłam. Moje dzieciństwo pamiętam fragmentami. Wiele wydarzeń nie układa mi się chronologicznie, część pozostała jak czarna dziura. Potem przyszło dorosłe życie – bardzo wcześnie. Zostałam mamą jako siedemnastolatka, niedługo później straciłam mamę. Były lata, w których po prostu robiłam to, co trzeba było zrobić: wychowywałam dzieci, pracowałam, utrzymywałam dom i szłam dalej. Kiedy przeprowadziliśmy się do Wiednia, nie znałam języka. Brałam pracę, jaką mogłam dostać. Przez lata potrafiłam pracować do trzeciej nad ranem, spać kilka godzin i rano znowu wstawać do dzieci i obowiązków. Umiałam funkcjonować. Tylko że funkcjonowanie i życie to nie zawsze to samo.

Dość strachu

Około siedem lat temu siedziałam rano na balkonie z kawą. I znowu się bałam. Nie wydarzyło się nic szczególnego. Nie było konkretnego zagrożenia. Po prostu mój organizm od dawna zachowywał się tak, jakby za chwilę miało wydarzyć się coś złego. Pamiętam, że pomyślałam wtedy bardzo jasno: Nie dam rady dłużej tak żyć. Spróbuję wszystkiego, ale z tego wyjdę. I zaczęłam. Czytałam. Uczyłam się. Obserwowałam siebie. Medytowałam. Próbowałam różnych metod pracy z emocjami, myślami i ciałem. Część odrzucałam, do części wracałam. Sprawdzałam, co rzeczywiście coś we mnie zmienia, a co tylko dobrze brzmi w książce. Nie wydarzył się jeden spektakularny przełom. To były setki małych zmian. Z czasem przestałam panicznie bać się ludzi.

Nauczyłam się rozpoznawać własne schematy. Wyszłam z bardzo niezdrowej relacji z jedzeniem i sportem. Zamiast bezustannie wszystko kontrolować, zaczęłam podchodzić do siebie z większą troską. Przestałam traktować własne życie jak projekt do naprawienia. Z czasem przyszła akceptacja. A potem coś więcej – naprawdę polubiłam własne towarzystwo. I ciszę…

Najpierw dla dzieci

Przez wiele lat jednym z moich największych lęków było to, że przekażę dzieciom wszystko, z czym sama dorastałam. Chciałam przerwać ten mechanizm. Nie wiedziałam, jakim rodzicem powinnam być. Nie wszystko zrobiłam idealnie. Popełniłam błędy. Dzisiaj potrafię na nie patrzeć bez udawania, że ich nie było, ale również nie karam się za nie. Mam z dziećmi relację, z której jestem dumna. I chyba gdzieś po drodze wydarzyło się coś jeszcze. Na początku chciałam zmienić się przede wszystkim dla nich. W pewnym momencie zrozumiałam, że robię to również dla siebie.

Pomiędzy

Im spokojniej robiło się we mnie, tym więcej zaczęłam zauważać. Medytacja, obrazy pojawiające się w umyśle, niezwykłe stany świadomości, momenty bardzo głębokiego poczucia obecności, doświadczenia trudne do opisania zwykłym językiem. Niektórych z nich do dziś nie potrafię jednoznacznie wyjaśnić. I właśnie tutaj pojawia się coś, co bardzo dobrze mnie określa. Z jednej strony fascynują mnie doświadczenia znajdujące się na granicy tego, co potrafimy nazwać. Z drugiej jestem racjonalistką. Potrzebuję wiedzieć, co mówi psychologia, co wiemy o działaniu mózgu i jak pamięć, emocje, uwaga, sugestia czy zmienione stany świadomości mogą wpływać na to, czego doświadczamy. Nie chcę wybierać między jednym a drugim. Nie chcę mówić: „to na pewno było mistyczne” tylko dlatego, że doświadczenie było niezwykłe. Ale nie chcę też mówić: „to tylko mózg”, jeżeli tak naprawdę jeszcze tego nie wiem. Wolę zatrzymać się pomiędzy. I zapytać: A co jeśli…?
Co jeśli istnieje mechanizm, którego jeszcze nie rozumiem? Co jeśli coś opisywanego od setek lat językiem duchowości można częściowo zobaczyć przez pryzmat współczesnej nauki? A co jeśli podobieństwo jest tylko pozorne? Nie wiem. I właśnie to „nie wiem” jest dla mnie jednym z najciekawszych miejsc. Do dziś fascynują mnie mechanizmy, które łączą pozornie odległe rzeczy. Mam naturalną potrzebę szukania wzorców, zależności i połączeń tam, gdzie na pierwszy rzut oka trudno je dostrzec. Zaczynam od doświadczenia, obserwuję i wiele odkrywam dzięki introspekcji – a potem sprawdzam, jak można to rozumieć z różnych perspektyw: psychologii, neurobiologii, współczesnej nauki, ale też tradycji i koncepcji mistycznych. Nie próbuję z góry udowodnić, że odpowiedź znajduje się po którejś ze stron.

neuro.mistyka

Neuro.mistyka nie powstała dlatego, że znalazłam odpowiedzi. Powstała dlatego, że po latach szukania nauczyłam się nie zadowalać pierwszą odpowiedzią. Doświadczam. Obserwuję. Czytam. Sprawdzam. Porównuję. Podważam własne wnioski. Szukam mechanizmu. Czasami znajduję bardzo racjonalne wyjaśnienie. Czasami zostaje więcej pytań niż odpowiedzi. I to też jest w porządku. Dzisiaj nadal medytuję. Ćwiczę, ale nie po to, żeby karać swoje ciało. Jem zdrowo, ale jedzenie nie rządzi już moim życiem. Potrafię być z ludźmi, ale bardzo lubię być sama. Nie budzę się rano z poczuciem, że świat jest miejscem, przed którym muszę się chronić. Nadal mam swoje schematy. Nadal czasem odzywają się stare mechanizmy. Tylko że dzisiaj je rozpoznaję. A różnica między życiem sterowanym przez własne mechanizmy a życiem, w którym zaczynasz je widzieć, jest ogromna. Nie jestem tutaj dlatego, że mam wszystkie odpowiedzi. Jestem tutaj dlatego, że przez ostatnie lata nauczyłam się zadawać coraz lepsze pytania.
I chyba właśnie od tego zaczyna się moja neuro.mistyka.